"Klient nasz pan"
Doczekaliśmy czasów kiedy dla większości usługodawców branży budowlanej "termin" jest pojęciem względnym. "Klient nasz pan" nie ma prawa bytu w naszym kraju i można go swobodnie dymać. Teraz gdy chcemy mieć coś zrobione to nie dość, że płacimy za to słono to jeszcze musimy się prosić żeby łaskawca wykonał zlecenie, które daje mu chleb. Na słowo "faktura" większości jeży się włos na głowie. Tym sposobem w poniedziałek wjeżdżają okna i drzwi, w piątek elektryk a pokrycia dachu nadal nie ma. Miało być najpierw do połowy marca, później do końca marca a teraz do świąt. Nie daję już wiary w te zapewnienia, nie będę czekać aż obrobią wszystkie roboty, które nabrali mając w 4 literach klientów i ich czas. Dekarz został uprzedzony, że okna będą zamontowane i maja zostać nietknięte. Zastanawiam się kiedy ta koniunktura się odwróci i czy obsługa klienta w Polsce kiedyś doścignie tą w krajach cywilizowanych...
Komentarze